Zucchero śpiewa "Senza una donna"
To dziś bez dwóch zdań jeden z najbardziej popularnych na świecie europejskich muzyków.
Choć Polacy mają do włoskiej muzyki stosunek dość wybiórczy, Zucchero to jeden z przedstawicieli sceny muzycznej z tego kraju, który spodobał im się bardzo dawno temu i do dziś pozostaje wielką gwiazdą. Naprawdę nazywa się Adelmo Fornaciari i urodził się w 1955 roku. Jako dziecko dzielił czas między dwie fascynacje: piłkę nożną i muzykę. Drugą z tych pasji na początku realizował przede wszystkim w kościele - grał na organach i śpiewał w chórze. Potem odkrył muzykę, która w kościele była raczej niezbyt mile widziana: gorący soul spod znaku takich mistrzów jak Otis Redding czy Marvin Gaye. Od tego czasu młody artysta zaczął realizować swój artystyczny program, który w zasadzie przyświeca mu do dziś: łączyć muzykę Południa Stanów z muzyką Południa Europy.
Jego kariera muzyczna zaczęła się oficjalnie, gdy miał piętnaście lat - to wtedy zaczął grać w zespołach, którym od czasu do czasu udawało się przekroczyć mury garażu rodziców. Przełomem w jego karierze była płyta "Blue", wydana w 1987 roku. Kolejne dwie dekady znaczone są kolejnymi sukcesami - piosenki takie jak: "Senza una donna", "Baila (Sexy Thing)/Baila morena" czy "Diamante", wspólne występy z wielkimi gwiazdami, trasy koncertowe po kilku kontynentach.
Ostatnie dwa lata to dla wokalisty bardzo pracowity czas - związane to było z pisaniem, nagrywaniem i promowaniem najnowszej płyty. "Black Cat" to album, na którym europejski gwiazdor kłania się amerykańskiej muzyce, przede wszystkim bluesowi. W nagraniach uczestniczył Mark Knopfler, gitarzysta formacji Dire Straits, a na końcu płyty znaleźć można utwór, który z włoskim wokalistą współtworzył Bono z grupy U2.
Zucchero w piątek w hali Azoty Arena, od godz. 20. Bilety w cenie 275-80 zł w Empikach i na bilety.fm.
Wszystkie komentarze