Marsz solidarności z kobietami z Białorusi przeszedł w sobotę po południu z pl. Lotników na pl. Grunwaldzki w Szczecinie. Miał przypomnieć o dwumiesięcznej już walce Białorusinów z reżimem Aleksandra Łukaszenki.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Coraz więcej mężczyzn protestujących przeciwko sfałszowaniu wyborów prezydenckich przez Łukaszenkę trafia do więzień, więc ciężar walki z niedemokratyczną władzą przejęły białoruskie kobiety. Biorą udział w wiecach, marszach, tworzą „żywe łańcuchy”. One także są za to prześladowane. O niektórych z białoruskich bohaterek mówili organizatorzy wiecu w Szczecinie.

Nina Bagińska to słynna opozycjonistka, która od 1988 r. przychodzi na wszystkie protesty demokratycznej opozycji w Mińsku.

– Ma 73 lata, świat dowiedział się o niej, gdy legitymowana przez milicjanta [za to, że szła z biało-czerwono-białą flagą – red.] odpowiedziała: „Ja tylko spaceruję”. Od ostatnich wyborów prezydenckich kobieta codziennie przychodzi na wiece. Za swoją działalność nakładano na nią grzywny, łącznie [równowartość] 60 tys. zł. Dzięki takim ludziom odzyskamy wolność – opowiadał Oleg Mamonka, Białorusin mieszkający w Szczecinie.

Na pl. Lotników zgromadziło się kilkadziesiąt osób. Po wiecowych wystąpieniach wszyscy przemaszerowali na pl. Grunwaldzki, gdzie kilka kobiet pozwoliło sobie symbolicznie związać dłonie.

Marsz solidarności z kobietami z Białorusi w Szczecinie
Marsz solidarności z kobietami z Białorusi w Szczecinie  Fot. Krzysztof Hadrian / Agencja Wyborcza.pl

To był znak solidarności z tymi, które są represjonowane w Mińsku i innych białoruskich miastach.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem