Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jan studiuje logistykę na Uniwersytecie Szczecińskim, jest synem opozycjonisty z czasów PRL. W ostatnich dniach, kolejny już raz, był na Białorusi. Nie możemy podać jego nazwiska – to mogłoby spowodować, że nie będzie mógł w przyszłości odwiedzić swoich białoruskich przyjaciół.

CZYTAJ TEŻ: "To, co widziałam, przeraża mnie". Dziennikarka białoruskiego portalu o pracy w czasie protestów

Rozmowa o sytuacji na Białorusi

Adam Zadworny: Jak się pan znalazł na zbuntowanej Białorusi?

Jan: Jeżdżę do Grodna do przyjaciół – moich rówieśników. Byłem tam już kilka razy. Przy okazji zwiedzam ten kraj, głównie grodzieńszczyznę. Nie podam nazwisk tych Białorusinów, ani danych, które mogłyby ich zidentyfikować, ze względu na ich bezpieczeństwo.

Manifestacja w GrodnieManifestacja w Grodnie Archiwum prywatne

Jest aż tak źle?

– Wielu ludzi się boi, przecież nie wiedzą, jak to się skończy. A białoruskie władze, ich placówki dyplomatyczne, monitorują polskie media. Opowiadano mi o przypadku Białorusinów, którzy wypowiedzieli się krytycznie o Łukaszence w polskiej prasie. Zaraz potem ich dziecko straciło miejsce w przedszkolu. Takich historii, opowiadanych przez Białorusinów jest więcej. Nie wiadomo, które są prawdziwe, ale wiadomo, że sieją strach.

Niech pan opowie, z perspektywy polskiego turysty, jak zmienia się Białoruś.

– Już na granicy widać zwiększoną kontrolę, nigdy wcześniej tak drobiazgowo mnie nie sprawdzali. A potem na drogach, rogatkach miast, wojsko, którego nigdy wcześniej tyle nie widziałem. Na ulicach Grodna entuzjazm protestujących, ale też napięcie, strach. Pomnik Lenina w centrum Grodna otoczyli płotkiem. To co się dzieje, jest widoczne nawet na gablotach przed kinami. Tam, gdzie zawsze wisiały plakaty filmowe, teraz wiszą oficjalne, rządowe flagi Białorusi.

Zamiast plakatów filmowych wiszą rządowe barwy BiałorusiZamiast plakatów filmowych wiszą rządowe barwy Białorusi Archiwum prywatne

Brał pan udział w demonstracjach ulicznych?

– Tak, w marszu opozycyjnym, zorganizowanym w Grodnie. To była bardzo liczna, wielotysięczna manifestacja, choć rozpoczynała się w strugach deszczu. Myślałem, że przez ten deszcz mało kto przyjdzie. Usłyszałem od pewnego Białorusina, że na deszcz i na wybór prezydenta na mają wpływu, ale protestować trzeba. Demonstracja zaczęła się w pobliżu stadionu Niemenu Grodno, przeszła koło zoo, poszła dalej, w rejon dworca autobusowego. Tam były pierwsze patrole, które wzywały do rozejścia się.

Manifestacja w GrodnieManifestacja w Grodnie Archiwum prywatne

Jakie nastroje wśród demonstrantów?

– Dobre, choć te demonstracje nie mają jakiegoś wyraźnego przywództwa, są słabo zorganizowane. Ktoś miał transparent „Łukaszenka do więźniarki". Ktoś tam rzucił „śpiewamy Mury!", poszło pocztą pantoflową po całej manifestacji, że śpiewamy „Mury". Ludzie wyciągnęli telefony komórkowe, włączyli „Mury".

Trzeba podkreślić, że te manifestacje mają charakter pokojowy. Ludzie robią wszystko, aby nie łamać prawa, nie dać powodu do interwencji. Np. rzuciło mi się w oczy, że demonstranci zatrzymują się przed skrzyżowaniami na czerwonych światłach. Włącza się zielone – idą. Przejdzie grupa, powiedzmy czterystu osób, a następni się zatrzymują i czekają na zmianę światła. Mimo tego milicja rozpędza. Ja się wycofałem, kiedy wzywali do rozejścia się. Nie chciałem ryzykować, nie wiadomo, jak by się moje zatrzymanie skończyło. Ta manifestacja zakończyła się rozejściem jednych ludzi i rozpędzeniem innych.

Ludzie wierzą, że koniec dyktatora jest bliski?

– Na murach Grodna widziałem w wielu miejscach napis „3 procent". Zapytałem o co chodzi. Taki wynik dawał mu jeden z niezależnych sondaży przed wyborami. Ale są i tacy – i do nich należą moi przyjaciele – którzy wierzą, że dzięki wsi i emerytom Łukaszenka i tak mógł wygrać te wybory.

Tyle procent głosów dawał Łukaszence niezależny przedwyborczy sondażTyle procent głosów dawał Łukaszence niezależny przedwyborczy sondaż Archiwum prywatne

Wszyscy wyczekują, co będzie dalej. Nie wierzą oficjalnym, rządowym mediom. W pewnej księgarni, gdzie obok godła na ścianie wisiał portret Łukaszenki, usłyszałem hejnał mariacki i polskie radio. Sprzedawczyni powiedziała, że wielu z nich słucha teraz polskich rozgłośni, aby się czegoś o Białorusi dowiedzieć.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.