Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Protest „Usłysz Białoruś. Szczecin Solidarny” zgromadził w środę wieczorem koło posągu Colleoniego około 200 osób. Przyszli i Białorusini mieszkający i pracujący w Polsce, i Polacy przejęci falą przemocy, którą po wyborach prezydenckich rozpętał na Białorusi reżim Aleksandra Łukaszenki. Były historyczne biało-czerwono-białe białoruskie flagi i tablice z napisami w rodzaju „Dyktatury na śmietnik historii” po polsku i białorusku.

Białorusini już nie chcą takiego życia

– Protesty w Białorusi to nie był gwałtowny sprzeciw, tylko pokojowe wezwanie: „Odejdź Łukaszenka, odejdź” – mówił do zgromadzonych Aleś Makajew, dysydent zmuszony do wyjazdu z ojczystego kraju. – Dopiero po ordynarnym kłamstwie, że dyktator zdobył w wyborach 80 proc. głosów, ogłoszony został białoruski strajk powszechny. Mam nadzieję, że staną wszystkie najważniejsze zakłady.

Dlaczego Białorusini walczą o wolność? Makajew tłumaczy, że chodzi o wolność, ale też polepszenie sytuacji gospodarczej i zwiększenie szans na rozwój kraju. – Mamy olbrzymi potencjał, Białorusini są niesamowicie pracowici. Demokracja wprowadzi reformy, które szybko pozwolą zarabiać ludziom nawet po tysiąc dolarów – przekonywał. I wyjaśnił, dlaczego już nie ma odwrotu od zmian: – Białorusini mówią, że Łukaszenko skradł dobrobyt całemu pokoleniu. Rodzice obecnych dzieci niech chcą dla nich takiego życia.

Radykalizacji nastrojów, oprócz ewidentnego fałszerstwa wyborczego, sprzyja zapaść gospodarcza i epidemia koronawirusa długo ignorowana przez władze.

Na Białorusi znikają ludzie

Inny uczestnik pikiety tak opowiadał o obecnej sytuacji na ulicach białoruskich miast:

– Jeszcze niedawno, gdy dzwoniłem na Białoruś, pytałem: co słychać i jaka jest pogoda. Teraz dopytuję o sytuację na wojnie: ilu jest zabitych, ilu rannych – mówił. – Setki zatrzymanych ludzi zniknęło. Nie wiadomo gdzie są, milicja nie odpowiada na pytania. W Grodnie wojskowy samochód zderzył się z osobowym autem, którym jechała młoda rodzina. Wojskowi wybili szyby w osobówce, wywlekli z niej i pobili ojca na oczach pięcioletniej dziewczynki, którą ranili w głowę. Dziś była taka sytuacja: na podwórku bawiła się grupa nastolatków. Pięciu specnazowców weszło tam i pobiło ich do nieprzytomności. Gdy ludzie z okien zaczęli protestować, domagać się, by przestali, zaczęli strzelać w ich stronę.

Zgromadzeni co jakiś czas przerywali kolejne wystąpienia okrzykami: „Żywie Biełaruś!” [Niech żyje Białoruś].

Na Białorusi trudno mówić o prawach człowieka

Szczeciński oddział Amnesty International zbierał podpisy pod petycją do białoruskiego rządu z apelem o przestrzeganie praw człowieka.

– Wiemy w Polsce z historii, jak to jest, kiedy polityka jest ważniejsza niż cierpienie ludzi – stwierdził Mateusz Gieryga, koordynator AI Szczecin. – Na Białorusi trudno w ogóle mówić o prawach człowieka, skoro od 26 lat [tyle rządzi Łukaszenka – red.] są one kwestionowane.

Monika „Pacyfka” Tichy ze szczecińskiej Lambdy opowiadała: – Byłam w Warszawie przed ambasadą Białorusi i widziałam tę kilkusetosobową kolejkę czekających w 40-stopniowym upale, żeby oddać głos w wyborach. A urzędnicy wpuszczali do środka po jednej osobie co kilka minut, celowo spowalniając głosowanie. W efekcie zagłosowało zaledwie dwieście osób. Pomyślałam sobie: jeśli tak traktuje się swoich obywateli w innym kraju, to co się dzieje tam, na miejscu?

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.