Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Szczecinianie tłumnie stawili się na miejskiej agorze wolności – pl. Solidarności, by wziąć udział w manifestacji „Szczecin przeciwko nienawiści”. Wśród osób, które tam spotkaliśmy, byli parlamentarzyści i radni, naukowcy i osoby ze świata szczecińskiej kultury. Poprosiliśmy ich o podzielenie się refleksjami na temat tego dramatycznego wydarzenia.

Dla „Wyborczej”

Przemysław Słowik, przewodniczący Nowoczesnej w Szczecinie, radny

– Jest wielki smutek. Powinniśmy pokazać, że w takich chwilach warto się zjednoczyć. Jeden z najważniejszych dni dla Polaków – finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy – teraz będzie dla nas zarazem tragicznym wspomnieniem.

Nie powinniśmy mówić o podziale Polaków, powinniśmy starać się jednoczyć. Po każdej ze stron mamy wiele do zrobienia.

Sławomir Nitras, poseł PO

– Nie umiem jeszcze zebrać myśli. To wstrząsające. Nie sądziłem, że w Polsce może coś takiego się wydarzyć. Z Pawłem Adamowiczem znaliśmy się od lat. Teraz myślę o jego rodzinie i przyjaciołach.

Czy należy wprowadzić zmianę prawa, jeżeli chodzi o bezpieczeństwo na tego typu imprezach? Każda zmiana powinna zacząć się od zmiany języka. Zdarza się, że niezrównoważeni psychicznie ludzie zabijają znane osoby. Za nimi zawsze jednak stoją ci, którzy słowem czy czynem prowokują do takich działań.

Od 20 lat jestem aktywnym politykiem i nigdy nie bałem się w miejscach publicznych. Nie miałem poczucia bezpośredniego zagrożenia. Nie wolno być nieroztropnym, jeżeli chodzi o względy bezpieczeństwa, ale nie mam poczucia, że powinniśmy się poddać jakiemuś strachowi, wprowadzić nadzwyczajne środki. Zdarzyła się tragedia. Szukanie wytłumaczenia dla tej sytuacji w złym zabezpieczeniu imprezy to zbyt łatwe wytłumaczenie. Chciałbym się nie bać i chciałbym, żeby inni w Polsce też się nie bali.

Ewa Kołodziejek, językoznawca

– Jestem przerażona tym, co się stało. Mam nadzieję, że się opamiętamy, że opamiętają się politycy. Bo ci, którzy są odbiorcami szerzonej przez nich nienawiści, nie mają głębszej refleksji. Liczę, że w polityce pojawią się w końcu łagodniejsze słowa, będzie mniej szczucia jednych na drugich. Liczę na to, że przyjdzie głębsza refleksja. To nie jest tylko tak, że jeden człowiek zrobił coś złego drugiemu człowiekowi. To efekt nienawiści sianej od trzech lat.

Jacek Jekiel, dyrektor Opery na Zamku

– Jest takie magiczne słowo: solidarność. Teraz wszyscy solidaryzujemy się z rodziną Pawła Adamowicza, z gdańszczanami. Czuję się dzisiaj gdańszczaninem. Nie rozumiem tego, co się stało. To jest koszmar. Pawła Adamowicza miałem przyjemność poznać 10 lat temu.

Ta spirala nienawiści bardzo przypomina mi końcówkę 1922 r., kiedy to Eligiusz Niewiadomski strzelił do prezydenta Gabriela Narutowicza. Zawsze może znaleźć się szaleniec, który nie wytrzyma i zrobi coś tak haniebnego jak ten człowiek w Gdańsku. Teraz wszyscy powinni spojrzeć w lustro, uderzyć się w piersi i powiedzieć: albo będziemy stali po stronie dobra, piękna i rozumu, albo po drugiej stronie.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.