Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Od ostatniej batalii o podział Pomorza Zachodniego minęło pięć lat. To właśnie wówczas – w czasie parlamentarnej kampanii wyborczej w 2015 r. – politycy PiS próbowali zbić polityczny kapitał na wydzieleniu z naszego regionu województwa środkowopomorskiego ze stolicami w Koszalinie i Słupsku. Jarosław Kaczyński i Beata Szydło obiecywali publicznie, że taki region powstanie.

Obietnice z 2015 roku

Już po wyborach (zwycięskich dla PiS) szybko się z tej deklaracji wycofali, tłumacząc, że „zabrakło jednomyślności wśród mieszkańców ziem, na których miałoby ono powstać”.

Debata z 2015 r. nie była jednak jedynie dyskusją kampanijną. Na nowo rozbudziła nadzieje na środkowym Pomorzu, które długo nie mogło pogodzić się ze skutkami reformy administracyjnej w Polsce, która w 1999 roku zlikwidowała województwa koszalińskie i słupskie. To pierwsze weszło w skład woj. zachodniopomorskiego, drugie pomorskiego. Dla zwolenników województwa środkowopomorskiego (koszalińsko-słupskiego) porażka w 1999 r. była tym boleśniejsza, że batalie o odrębne województwa wygrały wtedy m.in. Opolszczyzna i Lubuskie, które pierwotnie miały być wchłonięte odpowiednio przez Górny Śląsk oraz przez Wielkopolskę z Dolnym Śląskiem.

Najwięcej stracił Koszalin. Część ludzi straciła pracę, gdy znikły wojewódzkie urzędy. Potem jednak okazało się, że „da się żyć”. W Koszalinie pozostała delegatura Urzędu Wojewódzkiego, jest oddział Urzędu Marszałkowskiego, Zarząd Dróg Wojewódzkich czy Wojewódzki Urząd Pracy.

Budynek koszalińskiej Delegatury Zachodniopomorskiego Urzędu WojewódzkiegoBudynek koszalińskiej Delegatury Zachodniopomorskiego Urzędu Wojewódzkiego Marcin.pw/commons.wikimedia.org

Nie trzeba z byle sprawą jeździć do Szczecina. A nawet jeśli trzeba, Koszalin nie jest już odcięty od stolicy województwa. Ze Szczecinem łączy go nowo wybudowana droga ekspresowa S6.

Historia regionu koszalińskiego

Region koszaliński przez dziesięciolecia mógł cieszyć się pewnego rodzaju prestiżem wynikającym z podziału administracyjnego kraju. Zaczęło się 6 lipca 1950 roku, kiedy to utworzone zostały w Polsce trzy nowe województwa: zielonogórskie, opolskie i koszalińskie. To ostatnie składało się z 13 powiatów, miało ponad 18 tys. km kw. powierzchni i zamieszkiwało je ponad 800 tys. ludzi. Wydzielono je z ogromnego województwa szczecińskiego, które obejmowało od 1945 roku tereny od zachodniej granicy aż po Słupsk, Ustkę i Bytów. Nowy podział obowiązywał do 1975 r., kiedy gierkowski aparat polityczny zlikwidował powiaty, tworząc w zamian aż 49 województw. Dotychczasowe duże woj. koszalińskie podzielono wówczas (z pewnymi korektami) na dwa mniejsze: koszalińskie (8,5 tys. km kw. i 500 tys. ludzi) oraz słupskie (7,5 tys. km kw. i 356 tys. ludzi). Taki podział przetrwał do reformy przeprowadzonej już w nowej Polsce, w 1999 r.

Łączenie biedy z biedą

Środkowopomorskie, o którym pięć lat temu znów debatowano, miałoby się składać z 12 powiatów wydzielonych z trzech województw: zachodniopomorskiego (osiem powiatów), pomorskiego (trzy powiaty) i wielkopolskiego (jeden powiat) oraz z dwóch miast na prawach powiatów: Słupska i Koszalina.

Takie miało być niedoszłe województwo środkowopomorskieTakie miało być niedoszłe województwo środkowopomorskie Studio graficzne GW

Pod względem powierzchni taki region plasowałoby się na 8. miejscu w stawce 17 województw (18 178 km kw.). Znacznie wyżej niż woj. zachodniopomorskie, które straciłoby prawie połowę obszaru – z 22 826 do 12 489 km kw. (spadek z 5. miejsca na 13.) i okrojone o jedną trzecią woj. pomorskie – z 18 310 do 12 196 km kw. (spadek z 8. na 15. miejsce; mniejsze od pomorskiego byłyby tylko województwa świętokrzyskie i opolskie). Wielkopolska utrzymałaby drugie miejsce.

Pod względem zaludnienia nowe województwo znalazłoby się na ostatnim miejscu w kraju. Z liczbą 996 tys. mieszkańców byłoby jedynym, w którym mieszka mniej niż milion osób.

– Tworzenie nowego województwa to byłoby łączenie biedy – mówił wówczas Jerzy Hardie-Douglas, burmistrz Szczecinka (dziś poseł PO), jednego z miast, które miałoby znaleźć się w Środkowopomorskiem.

Jerzy Hardie-DouglasJerzy Hardie-Douglas Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta

Podobnych głosów, także ze strony bezpośrednio zainteresowanych gmin i powiatów, było więcej.

Koronnym argumentem przeciwko zmianom była kwestia podziału środków unijnych. Były one już przyznane regionom w ramach perspektywy na lata 2013-20 i 16 kontraktów wojewódzkich (Regionalnych Programów Operacyjnych), które zostały ratyfikowane przez Brukselę. Utworzenie nowego województwa oznaczałoby wstrzymanie korzystania z eurofunduszy na kilka lat.

– Jesteśmy zintegrowani z Wielkopolską, korzystamy z wielu programów unijnych w tej perspektywie 2014-2020 i nie zamierzamy z tego rezygnować – zapewniał Ryszard Goławski, starosta powiatu złotowskiego, który też miał znaleźć się w nowym województwie.

Dobrym przykładem na to, że oddzielanie się uboższej części jakiegoś obszaru od tej bogatszej sytuacji w magiczny sposób nie poprawia, jest – na niższym szczeblu samorządu – powiat łobeski. Pierwotnie nie było go na mapie województwa zachodniopomorskiego. Został utworzony w 2002 r. z pięciu gmin wchodzących w skład powiatów: goleniowskiego, gryfickiego i stargardzkiego.

ŁobezŁobez Fot. Szczepan2/commons.wikimedia.org

Gdy już został wyodrębniony, okazało się, że jest jednym z najsłabszych w regionie. Nastąpiło zderzenie lokalnych ambicji z ekonomią i realiami rynku, które przerosły ten powiat. Brakowało ludzi, menedżerów, elit, które mogłyby zarządzać nowymi terenami. Do dziś jest tam wysokie strukturalne bezrobocie, z którym sobie nie poradzono (19,5 proc. – według danych na koniec marca 2020).

Specjalna Strefa Włączenia. Marszałkowski patent

Decyzje pozwalające słabszym ośrodkom na Pomorzu Zachodnim wydźwignąć się z problemów zapadły wraz z początkiem obecnej perspektywy unijnej. Dysponujący eurofunduszami samorząd województwa zachodniopomorskiego, jako jedyny region w Polsce, zdecydował się na „utrudnienie” sobie wydawania eurofunduszy. Chodzi o dwa mechanizmy rozdysponowania wsparcia. Pierwszy to utworzenie Specjalnej Strefy Włączenia, czyli wyznaczenia powiatów ze specjalną, dedykowaną dla nich pulą eurofunduszy. To regiony biedne, z wciąż wysokim bezrobociem, w których przedsiębiorcy starający się rozwinąć swoje firmy nie są w stanie rywalizować jak równy z równym z firmami np. ze Szczecina.

Do wyznaczenia Specjalnej Strefy Włączenia (SSW) przyjęto zestaw sześciu mierników: demografia, infrastruktura techniczna, dostępność do usług publicznych, potencjał gospodarczy, problemy popegeerowskie, ubóstwo. W praktyce chodzi o powiaty położone nie tylko w dawnym województwie koszalińskim, ale także na wschodnich i południowych krańcach regionu szczecińskiego.

SSW mają zapewnioną specjalną pulę eurofunduszy, która jest dedykowana właśnie tym obszarom i działającym tam przedsiębiorcom. Dzięki temu nie muszą w ramach jednego programu startować w konkurencji z firmami ze Szczecina, czy też samego Koszalina, które są po prostu silniejsze i mogą zdobyć więcej punktów w rywalizacji.

Drugim rozwiązaniem zwiększającym możliwości gmin są tzw. kontrakty samorządowe.

Urząd Marszałkowski zachęcił sąsiadujące ze sobą gminy i powiaty do realizacji wspólnych celów, oferując przy tym łatwiejszy dostęp do unijnych pieniędzy.

Te mechanizmy są znacznie bardziej skomplikowane niż zwykłe „rozdawnictwo” funduszy. Jednak – zdaniem marszałka województwa Olgierda Geblewicza – okazały się świetnym pomysłem, który został dostrzeżony w Brukseli. Uboższe samorządy, łącząc siły, mogą po prostu dokonać więcej. Jak? Np. modernizując drogę między gminami prowadzącą do firmy oferującej miejsca pracy dla mieszkańców nie tylko jednej gminy.

Czy to przynosi efekty? Tak. Trwałą poprawę sytuacji społeczno-gospodarczej odnotowano np. w Świeszynie – gmina objęta przez trzy lata (2015, 2016 i 2017) SSW obecnie znajduje się poza nią. Spośród czterech gmin (Boleszkowice, Pyrzyce, Rymań i Golczewo), które w 2017 roku znalazły się w tzw. strefie przejściowej między SSW a pozostałym terenem, tylko jedna – Golczewo – ponownie została objęta podstawową SSW, co może oznaczać, że zaobserwowana zmiana poprawy sytuacji społeczno-gospodarczej i infrastrukturalnej nie jest przejściowa.

Zarząd województwa jest mało szczeciński

Dziś najlepszym dowodem na to, że wydzielanie województwa środkowopomorskiego nie ma sensu, jest brak tego tematu w debacie publicznej.

Trudno też mówić o dominacji Szczecina, patrząc na skład zarządu województwa. Marszałek Olgierd Geblewicz swoją polityczną karierę zaczynał w Goleniowie. Wicemarszałek Tomasz Sobieraj reprezentuje Koszalin, a wicemarszałek Olgierd Kustosz region pyrzycki. Członek zarządu Anna Bańkowska pochodzi z Kołobrzegu, a Stanisław Wziątek z Połczyna-Zdroju.

Zarząd województwa zachodniopomorskiego. Od lewej: Tomasz Sobieraj, Olgierd Geblewicz, Anna Bańkowska, Stanisław Wziątek i Olgierd KustoszZarząd województwa zachodniopomorskiego. Od lewej: Tomasz Sobieraj, Olgierd Geblewicz, Anna Bańkowska, Stanisław Wziątek i Olgierd Kustosz Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta

Tak w praktyce działa samorządowa demokracja lokalna.

.. .

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.