– Nie może pan mnie ujawnić. Jeśli się wyda, że rozmawialiśmy, ksiądz Andrzej może mi bardzo zaszkodzić – mówi znany zachodniopomorski kapłan. – On ma takie wpływy, że może u nas zniszczyć każdego, kto stanie na jego drodze, np. oskarżyć o homoseksualizm kogoś, kto ujawnia jego własne, powszechnie znane skłonności.

– Gdzie ma te wpływy?

– Odpowiem pytaniem: dlaczego nasz arcybiskup Andrzej Dzięga nic z tym problemem nie robi? Tak jak przez lata nic nie robili trzej inni biskupi, którzy wszystko przecież wiedzieli.

– Dlaczego?

– Bo mniej ważne jest to, czy ksiądz Andrzej krzywdził chłopców. Ważniejsze są jego talent do rozmnażania pieniędzy i biznesowe powiązania. Poza tym on zbyt wiele wie o słabościach ludzi Kościoła, więc jest dla niektórych hierarchów niebezpieczny. Niech pan jeszcze doda do tego jego relacje z obecną PiS-owską władzą, np. eksministrem Janem Szyszką, ulubieńcem Radia Maryja.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej