Chodzi o niedzielny przylot szefa MSWiA policyjnym Black Hawkiem na święto strażaków w Choszcznie. Śmigłowiec wylądował na miejskim stadionie, chociaż w tym czasie trwał mecz trampkarzy Gavia Choszczno – Żaki Szczecin. Trampkarze musieli zejść z płyty w drugiej połowie i czekali, aż minister opuści tymczasowe lądowisko i przesiądzie się do rządowej limuzyny. Przerwa w grze trwała ok. pół godziny.

Sprawa wywołała liczne negatywne komentarze dotyczące narażania dzieci na niebezpieczeństwo i wykorzystywania policyjnego śmigłowca w kampanii wyborczej przed eurowyborami (Brudziński jest „jedynką” PiS w okręgu 13).

Sam minister zdaje sobie sprawę z tego, że jego niefortunne lądowanie w Choszcznie to wpadka. Potwierdza, że w związku z tym trwa policyjna kontrola.

– Koszta wizerunkowe biorę "na klatę" – mówi „Wyborczej” minister Brudziński. – Poprosiłem tylko komendanta głównego policji i komendanta wojewódzkiego, by nie wyciągano wobec funkcjonariuszy [odpowiedzialnych za wizytę w Choszcznie] dyscyplinarnych konsekwencji na fali medialnego zainteresowania. Żadne decyzje personalne nie mogą być podejmowane, dopóki wszystkie procedury nie zostaną wyjaśnione. Ważne, że doszło do bezpiecznego lądowania, źle, że doszło do dyskomfortu związanego z tym, że dzieciakom przerwano mecz.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej