We wtorek wieczorem Prawo i Sprawiedliwość ogłosiło nazwiska kandydatów do europarlamentu, którzy będą otwierać listy w 13 okręgach. Są na nich czołowe postacie partii. Wśród nich obecni i byli ministrowie rządów PiS, była premier, rzeczniczki partii i rządu, kilku obecnych europarlamentarzystów.

Sporo komentarzy wywołuje zwłaszcza kandydatura Joachima Brudzińskiego, ministra spraw wewnętrznych i administracji, wiceprezesa PiS, jednego z najwierniejszych i najbardziej zaufanych ludzi Jarosława Kaczyńskiego, wymienianego niedawno nawet jako jego następca. Joachim Brudziński otwiera listę w okręgu 13 obejmującym Zachodniopomorskie i Lubuskie (obecny europarlamentarzysta Czesław Hoc dostał drugie miejsce).

CZYTAJ TEŻ: Do Brukseli PiS wysyła najwierniejszych. Są już listy do PE

Brudziński ma pociągnąć listę?

Wielu komentatorów (m.in. Tomasz Lis, Konrad Piasecki, Renata Grochal) zaczęło zastanawiać się, czy Brudziński ma tylko pociągnąć listę i po ewentualnej wygranej zrezygnuje z mandatu (podobnie jak zapowiada Robert Biedroń z Wiosny)? Pod adresem ministra padły wezwania o konkretną deklarację.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej