11 lutego 1966 r., Szczecin.

Tego dnia po przedwczesnych roztopach woda w Odrze niebezpiecznie się podniosła. W radiu puszczali przebój „Monday, Monday” zespołu The Mamas & Papas. „Kurier Szczeciński” pisał o liście uczestników 5. Zjazdu Techników Polskich do I sekretarza KC PZPR Władysława Gomułki, a „Głos Szczeciński” o procesie mężczyzny, który po wypiciu kilku tanich win uprowadził wóz strażacki.

Ze świata napłynęły informacje o bombardowaniach w Wietnamie, wdowie po Mussolinim, która domagała się od Departamentu Stanu USA zwrotu mózgu męża, oraz próbie odbicia z więzienia uczestnika napadu stulecia na pociąg pocztowy Glasgow – Londyn.

Ulica Heyki (kaszubskiego księdza zamordowanego przez hitlerowców) ciągnie się wzdłuż wschodniego brzegu Odry i od tamtego dnia niewiele się zmieniła. Nieopodal poniemieckich kamienic i portowych magazynów wędkarze wciąż hipnotyzują wzrokiem spławiki.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej