O wynikach ekspertyzy Ryszard Gąsiorowski, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Koszalinie poinformował dziennikarzy w piątek. Przekazał też, że 28-letni Miłosz S, który prowadził koszaliński escape room, w którym doszło do tragedii, organizował także inne tego rodzaju pokoje zagadek w Polsce.

Miłoszowi S. przedstawiono zarzut umyślnego stworzenia niebezpieczeństwa wybuchu pożaru i nieumyślnego doprowadzenia do śmierci nastolatek. Grozi mu osiem lat więzienia.

Amelia, Julia, Małgorzata, Karolina i Wiktoria zginęły 4 stycznia w wyniku pożaru escape roomu w Koszalinie. W pokoju zagadek spędzały urodziny jednej z nich. Najprawdopodobniej doszło do rozszczelnienia znajdującej się w urządzeniu grzewczym butli gazowej. W poczekalni wybuchł ogień. Pracownik lokalu zeznał, że nie mógł dostać się do pokoju, w którym znajdowały się zamknięte nastolatki, bo drogę odciął mu ogień. Jak wynika z ustaleń prokuratury, nastolatki nie mogły samodzielnie opuścić pokoju – bo od wewnątrz nie było klamki (gra polegała na tym, by rozwiązać ciąg zagadek i odnaleźć ukrytą klamkę).

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej