28-letni Miłosz S. został zatrzymany na terenie Wielkopolski. W niedzielę był przesłuchiwany w koszalińskiej prokuraturze. Mężczyzna jest wnukiem kobiety, która przy ul. Piłsudskiego 88 zarejestrowała działalność gospodarczą, czyli właśnie escape room. To jednak Miłosz S. miał odpowiadać za przygotowanie całego obiektu.

Po niedzielnym przesłuchaniu prokuratura przedstawiła mu zarzut, że w sposób umyślny doprowadził do stworzenia niebezpieczeństwa wybuchu pożaru i tym samym nieumyślnie doprowadził do śmierci pięciu nastolatek. Mężczyźnie grozi do ośmiu lat pozbawienia wolności.

Z odręcznego szkicu wnętrza escape roomu, który widzieliśmy, wynika, że zajmował on parter jednopiętrowego budynku. Z podwórka wchodziło się do poczekalni. To było największe pomieszczenie. Na frontowej ścianie są drzwi i jedno duże okno. Po przeciwnej stronie - drzwi prowadzące do czterech pokoi. Każdy dla innej gry: Mroku, Prywatki, Warsztatu i Zbrodni. Z żadnego z nich nie było innego wyjścia niż przez drzwi do poczekalni. Amelia, Karolina, Wiktoria, Julia i Gosia wybrały Mrok, czyli najmniejszy pokoik. Miał zaledwie siedem metrów kwadratowych. Obok znajdowało się jeszcze jedno pomieszczenie, które umownie można nazwać sterownią, z której pracownik mógł śledzić i kontrolować przebieg gry. Nie było żadnych wyjść ani dróg ewakuacyjnych.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej