Od późnego wieczora, gdy tylko odjechały wozy gaśnicze, przed posesją, gdzie doszło do tragedii, koszalinianie zapalali znicze. W sobotę również.W nocy z soboty na niedzielę było ich już setki.

W sobotę w kościele pw. św. Kazimierza, położonym w pobliżu szkoły, do której chodziły dziewczęta, odprawiono nabożeństwo żałobne. Przyszły ich koleżanki z tej samej klasy trzeciej Gimnazjum nr 9 w Koszalinie.

Zawsze trzymały się razem

– Rodzice Julii kończyli budowę domu w Konikowie – mówi o jednej z ofiar pożaru jej koleżanka. – Na Wielkanoc mieli się przeprowadzać. Mówiła, że to dobrze, że w ostatniej klasie, kilka tygodni do wakacji. Bo nie musiała zmieniać szkoły.

– Wspaniale śpiewała… Pięknie tańczyła, kochała to… Była jedną z lepszych w klasie… To była taka śmieszka, która wszystkich potrafiła rozśmieszyć – wspominają rówieśnicy tragicznie zmarłe.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej