W czwartek nad ranem agenci CBA zatrzymali byłego szefa KNF Andrzeja J. oraz sześciu podległych mu urzędników, m.in. jego zastępcę Wojciecha Kwaśniaka. Późnym popołudniem przewieziono ich do Szczecina, gdzie czekało już na nich kilku prokuratorów Prokuratury Regionalnej w Szczecinie. Na jej czele stoi prok. Artur Maludy, powołany na to stanowisko po przejęciu władzy przez PiS. To śledztwo „pod specjalnym nadzorem” prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobro i wszystkie osoby znające jego kulisy, w tym adwokaci, wiedzą, że kluczowe decyzje zapadają w Warszawie, a nie Szczecinie.

Tropił SKOK-i, teraz ma zarzuty

W czwartek późnym wieczorem prokuratura przedstawiła zarzuty b. szefowi KNF Andrzejowi J., jego zastępcy Wojciechowi Kwaśniakowi (zgodził się na podanie jego nazwiska) oraz dyrektorowi Dariuszowi T.

Zatrzymani urzędnicy, którzy niegdyś tropili nieprawidłowości w SKOK-ach, teraz dowiedzieli się od prokuratora, że popełnili przestępstwo „niedopełnienia obowiązków” w związku z działalnością SKOK-u Wołomin. Jest to o tyle dziwne, że KNF za czasów Andrzeja J. wielokrotnie wskazywał na nieprawidłowości. To właśnie Wojciech Kwaśniak doprowadził do ujawnienia afery w SKOK-u Wołomin i prokuratorskich zarzutów w tej sprawie, za co przed kilku laty został prawie śmiertelnie pobity przez gangsterów wynajętych przez aferzystę ze SKOK-u.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej