– Tysiąc złotych zaproponowane przez komendanta głównego (za powrót ze zwolnienia i udział w ochronie wydarzeń 11 listopada – przyp. az) nie tylko nie pomogło, ale podgrzało atmosferę – mówi adwokat Kacper Matlak, reprezentujący Fundusz Ochrony Prawnej Policjantów woj. zachodniopomorskiego. – Niektórzy policjanci potraktowali to jak policzek.

„Władza nas oszukuje”

– Napiszcie, że nie chodzi nam tylko o pieniądze, choć te są małe w stosunku do tej pracy i ryzyka – mówi szczeciński policjant, na co dzień patrolujący miasto w radiowozie, dziś na zwolnieniu. – Chodzi też o warunki naszej pracy, o to, że jest nas za mało i o to, że nas władza oszukuje.

Chociaż związki zawodowe tego oficjalnie nie potwierdzają, masowe zwolnienia lekarskie to kolejna forma protestu policji, która jakiś czas temu oflagowała radiowozy. Funkcjonariusze domagają się m.in. podwyżek (po 650 zł dla każdego policjanta), likwidacji wakatów i cofnięcia zmian w uprawnieniach emerytalnych. Obecnie policjant na emeryturę może przejść po 25 latach służby, ale dopiero w 55. roku życia. Podczas kampanii wyborczej politycy PiS obiecywali, że to zmienią, ale tego nie zrobili. Kilka miesięcy temu policjanci zrezygnowali z nakładania mandatów i najczęściej tylko pouczają sprawców wykroczeń. Ta forma protestu nie przyniosła jednak skutku.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej