Szurkowski, legenda polskiego kolarstwa, miał wypadek w czerwcu tego roku podczas wyścigu kolarskiego w Kolonii. Uczestniczył w kraksie. W jej wyniku został ciężko ranny. Odniósł poważne obrażenia twarzy, ale co gorsza, także rdzenia kręgowego. Utracił władzę w obu rękach i nogach. Lekarze i fizjoterapeuci są bardzo ostrożni w wydawaniu jakichkolwiek rokowań.

Dlaczego to była tajemnica

W pomoc dla kolarza zaangażował się poznański Lions Club Poznań 1990. To na jego stronie można dowiedzieć się, co wydarzyło się w Kolonii i jakie są dalsze losy Szurkowskiego. Jest tam m.in. wyjaśnienie, dlaczego o wypadku dowiadujemy się dopiero teraz.

„Może ktoś zapytać, dlaczego dopiero dziś, po paru miesiącach, dowiadują się państwo o tragicznym wypadku Ryszarda Szurkowskiego. Odpowiedź jest prosta. Takie było życzenie jego samego. Nie chciał, by temu wypadkowi nadano rozgłos, zakładano fundację i zbierano pieniądze na ewentualne leczenie. »To była moja prywatna sprawa, prywatny wyjazd. I powinienem ponosić wszelkie konsekwencje«. Ale gdy okazało się, że dalsza rehabilitacja neurologiczna po urazie rdzenia kręgowego potrwa dłużej niż początkowo zakładano, a koszty znacznie wzrosną i przekroczą możliwości finansowe rodziny, Ryszard zgodził się na upublicznienie wiadomości o wypadku i stanie swego zdrowia.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej