Jeśli chodzi o prezydenturę w Szczecinie, wydaje się, że wszystko jest już jasne: Piotr Krzystek w pierwszej turze dostał ponad 47,25 proc. głosów, Bartłomiej Sochański, jego kontrkandydat z PiS – 21,99 proc. Trudno przypuszczać, by przez kilka dni te proporcje znacząco się zmieniły.

CZYTAJ TEŻ: Takich radnych sobie wybraliśmy na pięć lat

***

Mimo że w czwartek w TOK FM Sochański przedstawił się jako alternatywa dla tych, którzy w pierwszej turze głosowali na Sławomira Nitrasa (PO), bo nie chcą kolejnej kadencji Krzystka. To bardzo ekscentryczna interpretacja. PiS i PO to dwa dramatycznie odległe światy, trwające w ostrym konflikcie, spierające się o sprawy fundamentalne. Mówienie, że tu mamy przecież do czynienia ze sprawami lokalnymi, że trzeba szukać porozumienia oraz wyciszyć emocje, to zaklinanie rzeczywistości. Nieskuteczne.

***

O swojej apolityczności i niezależności przekonuje Piotr Krzystek, który deklaruje, że o współpracy w radzie miasta i sejmiku może rozmawiać ze wszystkimi, byleby „sprawy mieszkańców były w centrum uwagi”. Ale znów – prezydent – choćby co rano przypominał o swej bezpartyjności – ma w perspektywie współpracę z KO albo z PiS. Chce tego czy nie – „wielka polityka” już się nim zainteresowała. To od niego zależy, czy prezes Jarosław Kaczyński na mapie powyborczej pomaluje północno-zachodni fragment Polski na niebiesko (jako zdobyty przez PiS), czy też pozostanie on żółto-pomarańczowy (z PO jako siłą dominującą w sejmiku).

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej