Posiedzenie aresztowe zaczęło się w niedzielę przed godz. 11. O godz. 14 drzwi do sali rozpraw otworzyły się i zamaskowani agenci błyskawicznie przeprowadzili sekretarza generalnego PO sądowym korytarzem w stronę wyjścia z budynku.

Gawłowski zdążył tylko rzucić w stronę dziennikarzy: - Kiedyś były niedziele handlowe, a teraz są aresztowe.

I już go nie było.

Decyzję sądu poznaliśmy po godz. 20: Gawłowski został aresztowany na trzy miesiące. Szczegóły nie są znane, bo posiedzenia aresztowe są tajne.

Po wysłuchaniu decyzji sędzi sekretarz generalny PO został wyprowadzony z budynku przez agentów, prawdopodobnie prosto do aresztu. Tym razem nie powiedział już do dziennikarzy ani słowa.

Adwokat Gawłowskiego Roman Giertych powiedział tylko, że "argumentacja sądu była rutynowa i sprowadziła się do wymieniania przepisów Kodeksu postępowania karnego". 

- Sąd w całości podzielił argumentację prokuratury dotyczącą matactwa i zagrożenia wysoką karą - mówił po posiedzeniu prokurator Witold Grdeń. On również nie chciał mówić o szczegółach, ale dodał: - Śledztwo trwa i w najbliższym czasie przeprowadzone zostaną kolejne czynności, w tym m.in. konfrontacje.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej