Gault&Millau to wydawany od 50 lat we Francji (od trzech również w Polsce) przewodnik kulinarny, który przybliża najlepsze restauracje w kraju. Każdego roku anonimowi inspektorzy Gault&Millau skrupulatnie oceniają ok. tysiąca miejsc w Polsce. Przewodnik promuje szefów kuchni pielęgnujących tradycyjne smaki, propaguje najwyższej jakości produkty i ich producentów.

Kinga Konieczny: Spodziewała się Pani tej nagrody?

Iwona Niemczewska: Zupełnie nie. Jestem w szoku. Zaskoczona i szczęśliwa. Nie mam pojęcia kiedy u nas byli inspektorzy, co jedli, jak wyglądali. A podejrzewam, że musieli być kilka razy, ponieważ dużą uwagę zwraca się na powtarzalność, na stałą jakość potraw. Nie chodzi przecież o to, żeby coś się raz udało, a innym razem nie, bo gość, który odwiedza restaurację ma szansę spróbować danie tylko raz. I to musi się udać.

Co mogło uwieść podniebienia inspektorów Gault&Millau?

– Być może nasz tatar, którego przyrządzamy nietypowo – siekamy go z polędwicy, podajemy w formie torcika tatarowego, a może ozorki z chrzanem, klasyczne polskie danie, które u nas przypominają carpaccio, albo grasica cielęca, którą dziś bardzo trudno zdobyć. Podajemy ją w formie kuleczek przypominających orzechy i to nie tylko z wyglądu, ale też w smaku. Do tego migdały i dla przełamania smaku kwaśne porzeczki czerwone.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej