Generałowie nie tylko mają prawo, ale i wręcz obowiązek informowania społeczeństwa o następstwach decyzji osób odpowiedzialnych za bezpieczeństwo kraju. Nie chodzi tu tylko o kłamliwe i pozbawione sensu wypowiedzi najwyższych osób funkcyjnych w państwie i wiceministrów zawdzięczających swoje stanowiska partyjnemu kluczowi. Kompromitują oni Polskę i jej urzędy, jednak w pierwszej kolejności samych siebie. Chodzi przede wszystkim o żywotne interesy kraju, jego system bezpieczeństwa, który na naszych oczach jest rujnowany, co stwarza zagrożenie nie tylko dla nas, ale i przyszłych pokoleń.

***

Pierwsza kwestia to czystka wśród kierowniczej kadry sił zbrojnych. Jakby mało było serii katastrof w lotnictwie wojskowym z Mirosławcem i Smoleńskiem na czele, kierownictwo MON doprowadziło do odejścia ze służby setek oficerów sprawujących kluczowe funkcje. Wbrew wypowiadanym dyletanckim opiniom, że owe zmiany to sprawa normalna, że obowiązki przejmują zastępcy, albo że na wakujące stanowiska wyznaczeni zostali następcy, prawda jest taka, że powstała luka jest nie do zastąpienia.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej