Tekst opublikowany w szczecińskiej „Gazecie Wyborczej” 20 grudnia 2002 r. pod tytułem „Użycie jako napoju grozi śmiercią”

Tego dnia Feliks K. miał nocną zmianę w szczecińskim porcie. Okoliczności jego śmierci nie są dokładnie znane. Wiadomo tylko, że strażnik portowy około trzeciej nad ranem dzwonił po karetkę. Ta jednak nie przyjechała. Pomoc pogotowia kolejowego przysługiwała tylko pracownikom etatowym, a Feliks K. zatrudniony był sezonowo. Strażnik jeszcze dwukrotnie będzie wzywał karetkę. Pogotowie przyjedzie dopiero po trzecim telefonie, ok. godz. 4. Kilkanaście minut później Feliks K. umrze. Jak stwierdzą jego koledzy – w strasznych mękach.

Wkrótce w podobny sposób umrze jeszcze 15 osób, inne zostaną kalekami, miasto będzie huczeć od plotek, a gazety, z wyjątkiem krótkich komunikatów, zachowają milczenie. Za to później, gdy powołując się na tragedię w Szczecinie, wiceminister zdrowia rozpocznie ogólnopolską kampanię, sprawa zagrożenia (socjalistycznego państwa, planu sześcioletniego, wreszcie rodziny) długo nie zejdzie z łamów.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej