Dla polskich Żydów Marzec 68 zaczął się w czerwcu rok wcześniej. Wybuch kampanii antysemickiej, do której pretekstem była tzw. wojna sześciodniowa na Bliskim Wschodzie, był wstrząsem po latach, w których próbowano zapomnieć o traumie zagłady, rozpocząć nowe życie, często asymilując się w powojennej rzeczywistości PRL. Był mocnym uderzeniem po latach, w których zdarzały się antysemickie incydenty, ale zmasowanej presji nie odczuwano.

W 1967 r. zachęta przychodzi z góry, podchwytują ją prowincjonalni funkcjonariusze partyjni i służalczy wobec aktualnej linii partii pracownicy lokalnych mediów.

Służba Bezpieczeństwa nie tylko wzmaga inwigilację, szuka „syjonistów”, przyglądając się bacznie brzmieniu nazwisk i imion dziadków, prowadzi bezpośrednie naciski na zwolnienie z pracy, wreszcie na emigrację. Są też tacy Polacy, którzy poczują przyzwolenie dla żywionych od dawna, a tłumionych instynktów skierowanej wobec rzeczywistych lub domniemanych Żydów agresji. W wyniku tej fali antysemityzmu wyjechało ze Szczecina i województwa około 820 osób.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej