Teraz wydają jubileuszowy, podwójny album „XXX” i grają trasę trzydziestolecia. Szczeciński koncert w Klubie Delta przy ul. Racławickiej w sobotę o godz. 18.

Rozmowa z liderem Quo Vadis

Mariusz Rabenda: Pamiętasz? „Załoga G. Nieustraszona piątka młodych ludzi. Penetrująca najdalsze zakątki wszechświata.” Quo Vadis, to też momentami była piątka. Teraz jest was czterech. Dlaczego?

Tomasz Skaya Skuza: – Oj, pamiętam. To były tamte czasy. Zoltar był tym złym w Załodze G. [śmiech]. Jeśli chodzi o nas, to najczęściej grywaliśmy w czwórkę, czasami nawet tylko w trójkę. Był taki moment, że mieliśmy klawisze w składzie. Teraz mamy zestaw podstawowy. Dwóch gitarzystów, bas i perkusję.

Ale klawisze pasują do stylistyki waszych utworów. Przynajmniej tych nawiązujących do religii. Wszelkich religii. W naturalny sposób się te dźwięki wpisują.

– Ale ludziom, naszym słuchaczom one za bardzo nie pasowały. Klawisze są fajne, jak są gościnnie. Gdy były na stałe – spotykały się z dezaprobatą. Sami też wolimy bezkompromisową, szybką muzykę. W metalu musi być walnięcie gitarowe.

Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej