Druga połowa XIX w. to czas kolejowej rewolucji. Ten środek komunikacji podbijał Europę. Ówczesny Szczecin nie pozostał w tyle. Już w 1843 r. miasto ma połączenie z Berlinem, a trzy lata później ze Stargardem.

Jak to było z linią do Polic i nad Zalew Szczeciński

Budowa linii kolejowej na północ to naturalna konsekwencja rozbudowy miasta i jego przedmieść. W końcówce XIX w. miasto nie jest już opasane fortyfikacjami. Szczecin stopniowo wchłania samodzielne niegdyś Grabowo (czyli okolice stoczni) i kolejne nadodrzańskie tereny. Jednocześnie rozkwita coś, co dziś nazwalibyśmy podmiejską turystyką. Mieszkańcy spędzają wolny czas w kawiarniach rozsianych w Puszczy Bukowej, do której dociągnięta zostanie linia kolejowa, ale także wzdłuż Odry. Na dzisiejszym Golęcinie czy też Gocławiu w drugiej połowie XIX w. rozkwitają kawiarnie i restauracje, do których z Wałów Chrobrego można było dotrzeć statkiem wycieczkowym. Atrakcyjne stają się wypady do miejscowości nad Zalewem Szczecińskim.

Jeśli spojrzymy na to wszystko z ówczesnej perspektywy, to staje się jasne, że w połączeniu z rozbudowującą się nad Odrą częścią przemysłową tylko kolej mogła zapewnić regularny i sprawny transport. Motoryzacja była przecież jeszcze w powijakach.

Linię kolejową z dworca głównego na północ zaczęto budować w latach 90. XIX w.

Jej przebieg wytyczono tak, by omijała rozbudowujące się śródmieście i jednocześnie przecinała pas między nim a rozbudowującymi się przedmieściami, czyli rejonem obecnego Pogodna.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej