W Szczecinie na pochylni wulkan od 23 czerwca 2017 r. leży owa część denna jakiegoś statku zwana przez premiera Morawieckiego i jego kolegów „stępką”. My wiemy, że nic się w tym temacie nie dzieje. Sztuka w tym teatrze zakończyła się bowiem jeszcze przed rozpoczęciem pierwszego aktu, a szkoda, bo bilety sprzedane, a pieniędzy w kasie jak nie było, tak nie ma. O co chodzi? Pytają widzowie zwani przez tych samych ludzi suwerenem.

Prom Batory, czyli utopia

Charakterystyczne jest to, że im dalej od Szczecina, tym bardziej zmienia się rzeczywistość oraz jej postrzeganie. Im dalej od naszego miasta, tym real przechodzi z wolna w swoisty pisowski matriks, często bez najmniejszego związku z dobrze znaną nam rzeczywistością. I tak np. na południu i na wschodzie Polski postępy związane z budową pierwszego Narodowego Promu są większe i według wielu ma on zostać oddany do eksploatacji w 2019 roku. To charakterystyczne, że ilekroć o tzw. budowie promu mówi ktoś z rządu, a już najlepiej ze znanego Ministerstwa Propagandy (zwanego oficjalnie Ministerstwem Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej), to zawsze pada sakramentalne stwierdzenie, że prace postępują zgodnie z harmonogramem. Tylko że nikt nigdy tego harmonogramu na oczy nie widział i w tym jest sęk.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej