Protest rodziców osób niepełnosprawnych i samych niepełnosprawnych w Sejmie trwa już ponad 20 dni. Rozpoczął się 18 kwietnia. Protestujący chcą przede wszystkim wprowadzenia dodatku rehabilitacyjnego w wysokości 500 zł miesięcznie dla osób niepełnosprawnych, niezdolnych do samodzielnej egzystencji po ukończeniu 18. roku życia (bez kryterium dochodowego). Drugi postulat dotyczy zrównania renty socjalnej z najniższą rentą ZUS z tytułu całkowitej niezdolności do pracy (1029 zł brutto).

O tym, jak żyje się rodzicom osób niepełnosprawnych, jakie napotykają trudności, opowiedziała „Wyborczej” Marcelina, mama 7-letniego Leona, chłopca z delecją chromosomu 18. Po kilku latach samotnego wychowywania Leona przeniosła się ze Szczecina do Warszawy.

Rozmowa z Marceliną Dereń

Sonia Mrzygłocka-Pyć: Byłaś na protestach pod Sejmem?

Marcelina Dereń: Kiedy poszłam pierwszy raz, nie było prawie nikogo. Chyba tylko z 20 lub 30 osób. To była grupka opiekunów osób niepełnosprawnych. Po kolei każdy przejmował mikrofon i opowiadał o swojej sytuacji. To były historie z życia. Wstrząsające. Popłakałam się.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej