Już tylko wspomnienie zostało po pomniku Wdzięczności dla Armii Radzieckiej, który do niedawna wznosił się na pl. Żołnierza Polskiego i kłuł wszystkich w oczy. Po jego rozbiórce przestrzeń wokół jakby lekko się rozprzęgła, rozsypała jak rozplątana fryzura.

Robotnik i żołnierz, trzymając się wciąż za ręce, powędrowali na miejsce ostatniego wytchnienia.

CZYTAJ TEŻ: Niewdzięczne świadectwo wdzięczności. Historia pomnika z gwiazdą [ARCHIWALNE ZDJĘCIA]

***

Likwidacja pomnika Wdzięczności nie jest pierwszym przejawem niechęci szczecinian do sztuki miejskiej. Historia tej szczególnej namiętności rozpoczęła się przeszło 72 lata temu.

Czas: rok 1945, pierwsze dni sprzątania po wojennej zawierusze. Miejsce: to samo, przez Niemców zwane jeszcze „Königs Platzem”. Jeszcze pięć lat minie, nim robotnik i żołnierz wejdą na cokół i czule spojrzą sobie w oczy. Póki co placem rządzi On – upadły cesarz, spiżowy kajzer o wyniosłym obliczu.

Nietknięty ogniem pomnik konny cesarza Wilhelma I dłuta Karla Hilgersa staje przed trybunałem historii i tłumem dziarskich osadników. Wyrok jest z góry przesądzony. Worek na głowę i wio z cokołu: na bruk, a stamtąd na śmietnisko historii.

Bo gdy nadchodzi bolesny moment dziejowy, sztuka zawsze pada ofiarą ślepej żądzy zemsty. Może dlatego, że jest bezbronna, a może właśnie przeciwnie? Strącenie Wilhelma z piedestału było jednym z owych aktów symbolicznego wandalizmu, które same w sobie zawierają cechy artystycznego gestu. Niszcząc materialne symbole znienawidzonej przeszłości, pozostawiają w przestrzeni rozdarte rany. Miasta pełne są niewidzialnych blizn.

CZYTAJ TEŻ: Pomysł na nowy plac Żołnierza, bez Pomnika Wdzięczności, wybrany. Oto nagrodzone projekty

***

Powojenna sztuka miejska Szczecina rodziła się niekiedy wprost ze zgliszczy starego porządku. Sławomir Lewiński i Emanuel Messer, autorzy mozaiki zdobiącej front kina Kosmos, przy jej wykonaniu korzystali z kolorowych kafli zbieranych wieczorami na gruzowiskach Stettina. Przez wiele lat mozaika zawieszona nad wejściem do kina stanowiła główny akcent placu, przyciągający oko przechodniów i spóźnionych kinomanów spieszących na seans.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej