W ubiegłym tygodniu opisałem dwie duńskie stocznie – Fornaes w Grenaa i Smedegaarden w Esbjergu – które znakomicie prosperują nie dzięki budowaniu statków, ale ich złomowaniu. Wbrew powszechnej opinii, utrwalonej przez obrazki z azjatyckich plaż, złomowanie statków nie musi oznaczać ani degradacji środowiska naturalnego, ani wysokiego ryzyka dla zdrowia i życia zatrudnionych ludzi. A już na pewno nie w UE, czego dowodem jest skandynawski wzorzec.

CZYTAJ: Zamiast budować, można złomować statki. Stocznie dobrze na tym zarabiają

Duńczycy statki złomują

Przypomnijmy – cała technika złomowania statku w duńskich stoczniach polega na bardzo inteligentnej jego dekompozycji.

Po pierwsze kupiony od armatora na złom statek przypływa do stoczni o własnych siłach. Jest w pełni sprawny i ma kompletne wyposażenie. Ma wszelkie wymagane dokumenty bezpieczeństwa i świadectwo klasy – nie tylko teoretycznie jest więc jednostką gotową do pracy na morzu.

Na miejscu zostaje dokładnie zinwentaryzowany. Następnie wyciąga się z niego całe wyposażenie, wszelkie rzeczy ruchome i to co się daje wymontować znika z kadłuba. Wszystko, co ma jakąkolwiek wartość. Wypompowuje się oczywiście wszelkie zbiorniki paliwowe, czyści dokładnie zenzy.

Tak przygotowaną jednostkę w mniejszych stoczniach na nabrzeże przenosi pływający dźwig (i już na brzegu następuje dalszy rozkład na czynniki pierwsze; nie palnikami, a nożycami pneumatycznymi). W stoczniach, w których złomuje się większe statki, metoda jest bardziej profesjonalna i tańsza. Na brzeg są wciągane stopniowo od strony dziobowej na betonową pochylnię – slip – za pomocą gąsienicowych ładowarek zaopatrzonych w nożyce hydrauliczne. I od dziobu zaczyna się cięcie kadłuba na kawałki. Co jakiś czas ładowarki podjeżdżają w dół rampy, nożycami łapią fragment kadłuba i podciągają kolejną długość statku. I znowu tną. Cały statek znika w ciągu kilku dni.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej