W sobotę (3 września) była gościem specjalnym regionalnego Kongresu Kobiet w Szczecinie. Wieczorem na ścianie Muzeum Narodowego na Wałach Chrobrego odbył się pokaz jej memów. O tym, jakie przesłania niosą, opowiadała sama autorka.

Rozmowa (nie tylko) o kobietach w Polsce

Kim jest Marta Frej?

- Dzieckiem, które na jednym z moich memów siedzi na nocniku i mówi, że nie może przyjąć reguł i zasad, które rządzą światem, bo nikt ich z nim nie konsultował.

Myślałam, że najpierw usłyszę: feministką.

- Tak często mówię to o sobie, że już zapomniałam, że powinnam to przypominać. Powiem jeszcze raz. Jestem feministką. Zdecydowanie. Polska cały czas jest jednym z najbardziej patriarchalnych krajów w Europie. Żyję nadzieją, że będzie coraz mniej i to jest jeden z motorów mojego artystycznego działania.

Co to znaczy być feministką w Polsce?

- To samo, co bycie feministką w każdym innym miejscu. To człowiek, który dostrzega nierówność. Uważa, że jest niesprawiedliwa i trzeba coś z tym zrobić. Ja tę nierówność widzę wszędzie. I tak jak mogę, walczę. Środowisko feministyczne zabiega o równość wszelkich mniejszości. Te grupy muszą się wspierać. Inaczej nie ma szans na powodzenie. Przypomina mi się taki obraz z jednego z filmów: środowiska homoseksualne walczące o prawa gejów zaczęły wspierać górników w Anglii, a potem ci górnicy przyjechali wspierać aktywistów działających na rzecz środowisk homoseksualnych. To pokazuje, że bardziej nas łączą niedostatki: niesprawiedliwość i bieda niż dostatek i szczęście.

Trudno być feministką w Polsce?

- W Polsce jest olbrzymia praca do wykonania. Jest chociażby problem z samą definicją słowa. W feminizmie nie chodzi o to, że kobieta ma zachowywać się jak mężczyzna. Ale o to, że jeżeli chce, to ma do tego prawo.

Niestety, w polskich rodzinach, parach nadal jest tak, że większość prac domowych i opiekuńczych wykonywana jest przez kobiety. Przytoczę mema, którym ilustrowałam tekst Agnieszki Graff, że wartość niepłatnych prac domowych i opiekuńczych wynosi równowartość jednej trzeciej polskiego PKB. To są gigantyczne pieniądze, które my kobiety wypracowujemy. Tylko o tym w tych kategoriach nie myślimy, bo kobieta ma być bezinteresownym aniołem.

MARTA FREJ

Feministka, artystka, mieszka w Częstochowie. Absolwentka ASP w Łodzi. Tworzy ilustracje dla instytucji kultury, współpracuje z Operą Narodową - Teatrem Wielkim. Jest prezeską działającej w Częstochowie fundacji Kulturoholizm, laureatką nagrody Okulary Równości 2015 przyznawanej przez Fundację im. Izabeli Jarugi-Nowackiej.

Jej memy celnie, ostro i z poczuciem humoru komentują polską rzeczywistość. Dotyczą spraw kobiet, krytykują ekspansję Kościoła katolickiego, walczą z patriarchatem, komentują życie polityczne. Współautorka książki "Memy i graffy" określanej jako wybuchowe połączenie jej kultowych memów, błyskotliwych felietonów Agnieszki Graff i rozmów między obiema autorkami.



A memy Marty Frej mówią: nie musisz być aniołem.

- Oczywiście, że nie musisz. Powinnaś natomiast lubić siebie. Powinnaś próbować zmieniać realia. Teraz niektóre młode dziewczyny rezygnują z rodziny, bo wiedzą, że w takim tradycyjnym modelu nie znajdą szczęścia. Nie chcą mieć takiej rodziny, nie chcą same zajmować się wychowywaniem dzieci. Ja właśnie z tego powodu nie jestem z ojcem mojego dziecka. Z moim partnerem tworzymy rodzinę patchworkową. Ja, mój syn, partner i jego córka, która mieszka w innym mieście i którą on odwiedza. Jestem szczęśliwa. Udało nam się. Jednak rodzina patchworkowa wymaga wiele pracy od uczestników tej przygody.

Pierwszy pani mem pojawił się dwa lata temu i miał napis "Lubię kobiety zadbane intelektualnie". Czy teraz kobiety są zadbane intelektualnie?

- Zdecydowanie. Są lepiej wykształcone. Bardziej zainteresowane kulturą, która jest niezbędna w rozwoju intelektualnym, daje inny rodzaj myślenia. Przyszłość należy do kobiet.

Po co powstały memy Marty Frej "Chyba przesadziłam z pielęgnowaniem ogniska domowego", "Dzień rozpoczynam od listy rzeczy, których dziś nie zrobię", "A w łikendy popełniam błędy".

- Większość memów, które rysuję, opowiada o mnie samej. Zaczęłam je robić dla siebie i przywiązałam się do tej formy ekspresji. Ostatnio, jadąc samochodem, słuchałam "Lubiewa" Michała Witkowskiego, który mówi, że na co dzień nie potrafi powiedzieć ludziom tego, co by chciał, natomiast w nocy, jak jest sam i pisze, to wszystko wywala z siebie. Z moimi memami jest podobnie. Kobiety muszą mieć takie miejsca, gdzie mogą usłyszeć o sobie, że są dobre takie, jakie są. A nie to, o czym mówią na przykład kolorowe pisma: że są świetnymi konsumentkami, świetnie kupują kremy i ich potrzebują. Cała kultura opiera się na stereotypie silnego, sprawczego mężczyzny i słabej, biernej kobiety.

Na przykład ostatnio byłam na spotkaniu w jednej z instytucji kultury. Dyrektor opowiadał, że to wszystko nie udałoby się, gdyby nie pani Joasia. Na koniec dodał: "Joasiu, dygnij państwu". Ja tworzę też po to, żebyśmy nie dygały.

Ale od jakiegoś czasu w pani memach są też politycy. Na przykład jednym z bohaterów został Jarosław Kaczyński trzymający kontur Polski. Napis do tego brzmi: "Mój jest ten kawałek podłogi".

Mem Marty Frej

- Bo Jarosław Kaczyński jest jak ktoś z tej piosenki. Ma potrzebę władzy dla samej władzy. Nie interesuje go prawdziwe zdobywanie serc, tylko czysta manipulacja. Gdy PiS doszło do władzy, wszyscy z mojego środowiska i otoczenia byli trochę przerażeni i zaskoczeni, że do tego mogło dojść. Jeżeli nie widzimy zmiany, która nadchodzi, nie świadczy to dobrze o nas.

Na pani memach zagościł też minister Ziobro, była wzmianka o ministrze Szyszko.

- Memy stricte polityczne zaczęłam rysować w okresie kampanii przedwyborczej, na prośbę TVN 24. Była Ewa Kopacz, była Beata Szydło. Fakt, częściej pojawiają się politycy z kręgu PiS. Wywołują moją większą niezgodę na to, co się dzieje. Natomiast po dojściu PiS do władzy bardzo pogorszył się mój stosunek do PO.

Powód?

- Uważam, że są odpowiedzialni za to, co się stało.

Na czym polega ta odpowiedzialność?

- Nie rozpoznawali nastrojów społecznych, nie dostrzegali ludzkiej frustracji, którą wykorzystał i zagospodarował PiS.

I PiS dał 500 plus. Jeden z pani memów nawołuje: "Zróbmy dziecko dla narodu, ale od razu to drugie". Drwi pani z tego programu?

- Nie. Na pewno pomaga rodzinom wielodzietnym, na pewno teraz jest im łatwiej. Natomiast tych kobiet, które do tej pory decydowały się na jedno dziecko, do posiadania większej liczby potomstwa nie zachęci. Tu potrzebne są nowe żłobki i przedszkola, urlopy tacierzyńskie, sprawiedliwy podział obowiązków wychowawczych. 500 plus bez tych zmian to wypychanie kobiet z rynku pracy. Powrót do tradycyjnego podziału obowiązków. Kobiety są zamykane w domach, bo - zdaniem środowiska PiS - to jest właściwe miejsce dla kobiety.

Jest pani za liberalizacją ustawy aborcyjnej.

- Oczywiście.

A partie takie jak Nowoczesna czy PO mówią, że nie poprą tego projektu, chyba że nasi pojedynczy posłowie.

- Nie jestem tym zaskoczona. Partie, które do tej pory były w Sejmie, nigdy tak naprawdę nie były zainteresowane kobietami. A Nowoczesna pokazuje właśnie swoją nowoczesność. Niestety, kobiety zawsze przegrywały.

Za rządów PiS będą przegrywać dalej?

- Już przegrywają. Zagrożone są ciężko wywalczone kolejne przyczółki, chociażby ratyfikacja konwencji w sprawie przemocy domowej. Za rządów PO najpierw była długa walka o to, żeby została podpisana. A jak już została, to teraz są głosy, że ratyfikacja zostanie cofnięta. Mam nadzieję, że złość kobiet doprowadzi do tego, że zrobią się solidarne. Teraz tej solidarności jeszcze nie ma.

A ruch "Dziewuchy dziewuchom" i wyjście kobiet z wieszakami w proteście przeciw próbom zaostrzania prawa do aborcji?

- To była pierwsza taka akcja po 1989 r. w Polsce, gdy na ulice wyszły kobiety z różnych środowisk, by walczyć o swoją wolność.

Wyszły, ale spójrzmy na sondaże. Ponad 70 proc. młodych w wieku 18-24 lata jest za całkowitym zakazem aborcji. To większy odsetek niż w całej populacji, bo - jak pokazywał czerwcowy sondaż - za całkowitym zakazem aborcji jest 55 proc. Polaków.

- Teraz młodzi są bardziej konserwatywni, bo zostali wychowani w innym języku. Wcześniej był zarodek, zapłodniona komórka jajowa, zygota. Teraz to człowiek, a aborcja nazywana jest morderstwem. Teraz mówi się więcej o życiu poczętym, a ja się pytam: a co z życiem kobiety? Czy kobieta tym człowiekiem nie jest, że nie może decydować sama o sobie? To niedopuszczalne, by inni decydowali za nią. Zresztą życiem dzieci niechcianych, urodzonych przez kobiety zmuszone do tego wbrew ich woli, większość tych pozornych moralistów się już nie przejmuje.

Ta konserwatywna młodzież dorastała w czasach rządów liberalnej PO.

- PO była liberalna w zakresie gospodarki. Światopoglądowo nie robiła nic. Od lat w szkołach młodzież nie ma prawdziwego wychowania seksualnego.

Jest wychowanie do życia w rodzinie.

- Tylko że w praktyce go nie ma. Na przykład u mojego syna w szkole raz na pół roku przychodzi pani, która od razu realizuje wszystkie programowe godziny. Odbywa się to po wszystkich lekcjach, uczniowie są zmęczeni. Nikt przy zdrowych zmysłach, żaden rodzic nie każe pójść dzieciom po ośmiu godzinach lekcji na cztery godziny wychowania do życia w rodzinie.

Ulubiony mem Marty Frej?

- Ten o episkopacie, który o kobietach wie wszystko. Mam go nawet na moim T-shircie.

Mem Marty Frej

Jak powstał?

- Kiedy z Agnieszką Graff przygotowywałyśmy książkę "Memy i Graffy", Agnieszka przysłała mi zdjęcie episkopatu polskiego i rzuciła: "zrób coś z tym". I tak pojawili się starsi panowie w sukienkach i różowych czapkach, którzy nie mają pojęcia o życiu, ale mają moc decydowania o naszych losach. Przy czym kompletnie nie są zainteresowani społeczeństwem. Przypomina mi się jeszcze inny mój mem: idzie dwóch kleryków, jeden z nich mówi: "W dawnych czasach decyzję o chrzcie podejmowano, kiedy człowiek był już dorosły". A zdziwiony drugi kleryk pyta: "I można o tym mówić?".

Nie ochrzciła pani syna.

- Nie mogę z mojego syna robić wyznawcy jakiejś religii. On sam musi o tym zdecydować. Świadomie. Nie można nikomu narzucać, jakiego ma być wyznania. I muszę powiedzieć, że nigdy z powodu takiego naszego wyboru nie mieliśmy nieprzyjemności. Najwyżej dziwne sytuacje.

Jakie?

- Gdy mój syn był mały, często chorował. Wtedy moja ciocia, lekarka, stwierdziła: "Widzisz, to przez to, że nieochrzczony".

Mem Marty Frej, który powinna mieć Polka?

- "Nie przejmuję się tym, co mówią inni, bo innych jest dużo i każdy mówi co innego".

A politykom rządzącej partii, który mem by pani wręczyła?

- Dwie całujące się dziewczyny, które mówią: "Jak to dobrze, że normalność dla każdego oznacza coś innego".

"Budźcie się dziewczyny, wiosna jest nasza" - mówią bohaterki z kolejnego obrazka Marty Frej. I co z tą wiosną się stało?

- Ona co roku jest i co roku daje nadzieję, że będzie tą pierwszą naszą. Myślę, że to się stanie. Wystarczy popatrzeć na młode dziewczyny. Są pewne siebie. Potrafią sięgać.

Ale, według statystyk, są też dziewczyny bardzo konserwatywne.

- Ci młodzi ludzie są do odzyskania. Poza tym myślę, że ci, co noszą koszulki ze znaczkiem Polski Walczącej, czy Żołnierzy Wyklętych często mają dość enigmatyczną znajomość polskiej historii. Tkwią w narodowej popkulturze, popnacjonalizmie. Tak dzieje się nie tylko w Polsce. To kwestia rządów populistycznych, które muszą mieć chwytliwe symbole. Łatwo wtedy taką grupą zarządzać. Mnie teraz bardzo interesuje, co z tym wszystkim zrobią środowiska lewicowe.

Robią już coś?

- Nie, bo środowiska lewicowe są jeszcze słabe.

A Barbara Nowacka?

- Bardzo jej kibicuję. Jest jeszcze młoda partia Razem, której z wielką nadzieją i radością się przyglądam. Nie jestem zaangażowana politycznie w żaden ruch, natomiast mam lewicowe poglądy i sympatie.

Jeden z pani memów: dwie dziewczyny siedzą na tęczy, a obok napis:"Jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie".

Mem Marty Frej

- Mówią słowami Tomka Lipińskiego z zespołu Tilt. Mem powstał, kiedy ciągle płonęła tęcza na placu Zbawiciela w Warszawie, kiedy spłonęła i już jej nie odrestaurowano. Wierzę w te słowa. Musimy wierzyć, że tak będzie, żeby mieć siłę do działania. Trzeba wypracowywać w sobie umiejętność dawania nadziei sobie samemu. Nie należy słuchać ludzi, którzy chcą nam tę nadzieję odebrać.

A pani na co ma nadzieję?

- Chcę mieć nadzieję, że nie będzie gorzej. Bo już teraz jest bardzo trudna sytuacja.