Kartki są pożółkłe, podatne na rozerwanie. Dr Maksymilian Mikee delikatnie kartkuje gruby skoroszyt.

- Od 70 lat nikt chyba nie przeglądał tych stenogramów, proszę, pewnie znajdzie pan tu ciekawe historie - mówi znany lekarz, podając mi dokumenty.

Jego ojciec, także Maksymilian, był w gronie pierwszych szczecińskich powojennych radnych. Zachował oryginały stenogramów. Te najstarsze są z końca 1945 r.

Na niemieckiej maszynie

Przeglądam kolejne karty. Słowa ówczesnych radnych spisała sekretarka Janina Szczycińska. Dokumenty to znak czasów, kiedy zwykła kartka papieru była skarbem. Te, na których sporządzono stenogramy, to poniemiecka makulatura. Po jednej stronie kartki mamy więc niemieckie raporty, zarządzenia hitlerowskiego gauleitera Schwede - Coburga, swastyki, listy opatrzone słowami "Heil Hitler!", a z drugiej strony spisane słowa polskich radnych. Czyta się opornie, bo Janina Szczycińska dokumentowała je na niemieckiej maszynie do pisania. Sprawozdania z posiedzeń nie mają ani jednej polskiej czcionki.
Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej